poniedziałek, 22 lutego 2010

Rozdział II: Sprawdzian cz. I

- Witaj, Hinata - Uprzejmy, kobiecy głos wydobył się ze słuchawki. - Gratuluję wygranej, jestem z ciebie naprawdę dumna. Pojechałaś wspaniale!
-Dziękuje mistrzu... ale to głównie twoja zasługa. To ty mnie trenowałaś - odpowiedziała rozpromieniona dziewczyna.
- Nie bądź taka skromna, Hinata - zaśmiała się kobieta, słysząc słowa swojej uczennicy. - Pracowałaś wytrwale, z sercem i pasją, nie moja w tym zasługa, a tylko i wyłącznie twoja. Jesteś zdolną podopieczną - pochwaliła ją, ciesząc się z jej osiągnięć.
Dziewczyna zarumieniła się, na co chłopak, który zdążył odłożyć telefon po kłótni z przyjacielem odebrał jej komórkę.
-Zgaduje, że pani Kurenai... Proszę mi jej tak nie chwalić, bo jeszcze osiądzie na laurach -powiedział wesoło po czym oberwał z łokcia w ramię od śmiejącej się Hinaty.
- Oh, oczywiście, Shikamaru. Jednak by kwiat rozkwitał, trzeba go podlewać, by nie zwiędnął - powiedziała rozbawiona. - Ale masz rację, co za dużo, to nie zdrowo. - W tle rozległ się jakiś szmer, zadźwięczał męski głos. - Asuma cię pozdrawia i również gratuluje.
-Dziękuje i proszę go również pozdrowić - powiedziała Hinata, której udało się wyrwać swój telefon przyjacielowi. Shikamaru pociągnął ją lekko za ramię i po chwili oboje szli do garażu z pojazdami.
- Oczywiście, pozdrowię - zapewniła. -  Nie będę przeszkadzać, trzymaj się, Hinata. Ah, i pamiętaj, bądź ostrożna!
-Tak, napewno będę. Do zobaczenia i usłyszenia. - Pożegnała nauczycielkę z uśmiechem na ustach, po czym wraz z Shikamaru wsiadła do auta, dzięki któremu wygrała wyścig.- To co mistrzu dokąd jedziemy?
-Tylko nie mistrzu - zaśmiał się. - Znam ciekawą knajpkę  w Bunkyo. To nie tak daleko. To co, jedziemy?
- Jasne - Rozpromieniła się dziewczyna i pochwili ruszyła w kierunku Bunkyo. Z puściuteńkiej ulicy przy torze wyścigowym wjechała na z lekka zatłoczoną ulice, z której pokierowała się na Chou-dori, główną ulicę by przejechać nią tylko kawałeczek i ruszyć pustawą o tej godzinie drogą szybkiego ruchu. Była siódma wieczorem. Ludzie albo już dotarli do domów albo wychodzili z pracy o ósmej, dzięki czemu Hinata sprawnie i szybko dotarła do Bunkyo.

            - To gdzie teraz, szefie?
- Wystarczy Shikamaru - zaśmiał się. Mijali właśnie mały park. Widać było tylko rozmazaną zieleń ogromnych drzew.- Wiesz gdzie jest hotel "Naruto"?
- Tak. - Odezwała się jak sierżant, który dostał polecenie i wybuchnęła śmiechem. Prowadziła płynnie i pewnie. Mineli już park i wjeżdżali między coraz to inne budynki.
-To właśnie tam zmierzamy.
-Zrozumiałam - zawołała ochoczo i pojechała do hotelu
Zaparkowała na parkingu należącym do hotelu. Wysiedli i ruszyli do drzwi. Shikamaru poprowadził ją do restauracji znajdującej się na parterze.
-To jest dla Ciebie knajpka?? – spytała niepewnie zastanawiając się czy jej przyjaciel nie ma problemów z głową.
-Taa powiedzmy- uśmiechną się cwanie i podszedł do kelnera.
-Czy mają państwo rezerwacje?
-Nie.
-Więc obawiam się że...
-Proszę o rozmowę z synem kierowniczki to mój przyjaciel, Uzumaki Naruto.
-No... dobrze.-kelner podszedł do recepcji i wykonał krótki telefon. Po chwili z pierwszego piętra zszedł blądwłosy, uśmiechnięty od ucha do ucha chłopak.
-Ah, Shikamaru! Brachu co cię tu sprowadza o tej porze?
-Jak widzisz jestem z przyjaciółką. To moja podopieczna, wygrała dziś wyścig więc przyprowadziłem ją na kolacje. Zresztą wy się znacie. Uzumaki Naruto, Hyuuga Hinata.
-O matko! Ta Hinata? Ta mała, cicha, nieśmiała Hinata?
-T-tak... Naruto miło znów cię widzieć!- Uśmiechneła się promiennie.
-I wzajemnie Hinata kopę lat!!- To  mówiąc rzucił jej się na szyje.
-Naruto może zjesz ze mną i Shikamaru? Jeśli oczywiście nie macie nic przeciwko- zwróciła się do mężczyzn. Tylko wprawne oko zauważyło by cień zawodu na twarzy Shikamaru, który szybko znikną.
-Oczywiście Hinata to świetny pomysł. Co ty na to Naruciak?
-Jasne!! Kelner... stolik dwieście trzy poprosimy.
-Tak jest szefie!- To powiedziawszy zaprowadził ich tam i nakrył do stołu. Podał im również karty i przyją zamówienie na wytrawne wino dla chłopaków.
-To ja poproszę Spagetti.-powiedział Naruto.
-Dla mnie Sushi Saioko.-poprosił swą ulubioną potrawę Shikamaru.
-A co dla panienki?-spytał kelner zapatrując się w jej perłowe oczy. Dziewczyna szybko opuściła speszone spojżenie.
-K-Krewetki w sosie serowym.-wyjąkała nazwę potrawy. Nigdy nie lubiła gdy ktoś patrzył w ten sposób na jej oczy.
-Już się robi.
-A i jeszcze szklankę zimnej wody z cytryną!-Zawowała za kelnerem. Chłopcy dziwnie na nią spojżeli.- No co? Ja prowadze nie moge pić alkocholu! Nawet wina!- odpowiedziała na ich nieme pytanie.
Naruto zaczą się śmiać.
-Co jest?- spytał brązwłosy kumpla.
-A nic pamiętacie jak ta dziewczyna z naszej klasy... taka różowowłosa...
-Sakura?- wtrąciła Hinata.
-Tak właśnie Sakura... Jak ona zawsze kochała się w Sasuke? I w tedy na wf-ie zaczeła się popisywać. A wtedy Hinata wzieła rozbieg i przeskoczyła jeszcze wyższego kozła niż Sakura... Ale ona miała minę... A z jaką gracją Hinata to wtedy zrobiłaś!
-Taak- powiedziała przypominając sobie to zdażenie.- Ale skończyło się tak że źle upadłam i skończyło by się gorzej niż lekkim zwichnięciem gdyby mnie Shikamaru nie złapał...
-Tak pamiętam... To dlatego, ze któraś z dziewczyn z paczki Sakury kopneła materac... Dobrze, ze byłem obok... A pamiętacie jak Naruto gonił się z Kibą... Na przerwie śniadaniowej w stołówce? I popchneliście przechodzącą obok nas Hinatę na mnie i Sasuke?- pod koniec zdania zwrócił się bardziej do kumpla niż do dziewczyny.
-Tak biedny Sasuke... Niedość, że zupa Miso od Shikamaru się na niego wylała to i moje kulki ryżowe na nim wylądowały... Pierwszy raz widziałam by gonił Naruto i Kibe po całej szkole wrzeszcząc że ich zabije...
-Tak Sasuke wtedy chyba poraz pierwszy się wściekł... A przynajmniej zdją maskę obojętnego. Pamiętam...  Albo wtedy...
-Przepraszam że Ci przeszkadzam Naru-chan ale masz pilnego gościa. Shikamaru mógłbyś przyjść do mnie jak tylko Naruto tu wróci? Nie chcemy by taka miła panienka została przy stoliku sama- Uśmiechneła się kobieta.
-Dobrze.
-Pani Kushina! Miło panią widzieć. Hyuuga Hinata.
-Ah Hinata! Tak bardzo mi miło. Więc to prawda? Zostałaś rajdowcem?
-Tak.
-Wygrała nawet dzisiejszy wyścig!- wyszczerzył zęby w uśmiechu Naruto, po czym poszedł w stronę recepcji.
Naruto wrócił po piętnastu minutach. Gdy tylko się pojawił Shikamaru znikną. Udał się jak najszybciej do Kushiny. W powietrzu wyczuwał podstęp. Jednak nim zdążył się ulotnić ponad ramieniem Hinaty dostrzegł alabastrową skórę i usta wykrzywione w sarkastycznym uśmiechu.
Ów przybysz obdażył ich, Shikamaru i jego podopieczną, jednym krótkim pełnym pewności siebie uśmiechem oraz spojżeniem jednak Hinata tego nie dostrzegła. Siedziała do niego plecami. Shikamaru zdecydowanie się to nie podobało. Jednak nie mógł za nim podążyć. Musiał iść do Kushiny.
-Hinata, mój przyjaciel prosił bym Ci to przekazał.- powiedział błękitnooki podając dziewczynie kopertę.
-A-ano...-dziewczyna niepewnie wzieła kopertę do ręki i otwarła ją. Z wnętrza wypadła pojedyńcza kartka. Po jednej stornie była mapa z zaznaczoną trasą z drugiej zaś widniały słowa:
Dzisiaj o dwudziestejdrugiej ruszamy z pod hotelu Naruto. Tylko Ty i ja. Krótki wyścig uliczny. Żadnych regół trzymamy się tylko wyznaczonej trasy. Jeśli się zgadzasz przyjedź swoim czarnym BMW. Ja również takie posiadam więc walka będzie wyrównana, mam nadzieję. Jeśli się nie boisz... oczywście.  Życzę miłego dnia.”
Dziewczyna skończyła czytać przeanalizowała trasę i uśmiechneła się do siebie. Szykował się niezły wyścig.
-Tylko nie mów o tym Shikamaru. –wyrwał ją z zamyśleń głos Naruto.
-Zgoda. Podoba mi się to. Wchodzę w to.- posłała mu swój najlepszy uśmiech i zerkneła na zegarek. Był kwadrans po ósmej.
-Możesz tu zostać do tego czasu.
-Dziękuję Naruto.
-Nie ma sprawy a teraz schowaj to Shika idzie.
-Hai- powiedziała i schowała kopertę z kartką do torebki.- Shikamaru wróciłeś.
-Tak, wracajmy do kolacji- uśmiechną się. Naruto zrozumiał że obecna sytuacja finansowa mu w zupełności odpowiada.

1 komentarz:

  1. Ej ostro wyobraziłam sobie to zajście z tym jak biedny Sasuke się zdenerwował na Kibę i Naruto hahahaha o Boże ;D

    OdpowiedzUsuń