wtorek, 16 listopada 2010

Rozdział IV: Kłutnia... i Wyścig?!

Hinata weszła do swojego przestronnego holu wpuszczając również psa. Zdejmując buty ruszyła w prawą stronę do kuchni. Podeszła do szafeczki nad zlewem i wyjeła małą miseczkę do której nalała wody, następnie stawiając ją przed psem. Sporej wielkości biały pies zaczą merdać ogonem, pochlipując wodę. Dziewczyna sięgneła do innej szafki z której wyjeła kość. Często dokarmiała pobliskie psiaki i kociaki. Akamaru szczeknął radośnie widząc kość. Po chwili chrupał ją zadowolony podczas gdy białooka zasiadła z długopisem nad kartką. Gdy pies skończył jeść a granatowłosa skończyła pisać, złożyła kartkę i podała czworonogowi prosząc by zaniósł ją do właściciela.

Shikamaru w tym czasie walnął w stół przyjaciela.
- Nie zgadzam się! Obiecałem Kurenai, że nic jej sie nie stanie!
- Ale zrozum, że ona jest NAJLEPSZA. Znasz naszą liste... Od pozycji drugiej w dół, kierowcy nie dosięgają nam do pięt, nie przeżyli by nawet pięciu minut na dzikim wyścigu ulic. – Odpowiedział niewzruszenie właściel domu. – I gdybyś mógł oszczędzić mój stół... Naprawdę go lubie.
- Dobrze wiesz, że Sasuke ma racje. Nie daj się więcej prosić! Ścigała się dzisiaj z nim! Dotarli na mete w tym samym momencie! I do tego świetnie go wykiwała! Bez problemu zrozumiała aluzje umieszczoną w instrukcach! Nie bała się przejechać na czerwonym...
- Co wyście zrobili? Hinata ścigała się z Sasuke? – Shikamaru, który do tej pory nie mógł uwierzyć swemu brązowowłosemu przyjacielowi wkońcu przemówił. – Naruto! Wiedziałeś o tym?
Blądyn, który do tej pory cichutko przysłuchiwał się awanturze podskoczył jak oparzony.
- K-kiba? Gdzie Akamaru? Długo go nie ma... Myślisz, że wszystko wporządku? – Spróbował zmienić temat. Na jego szczęście wybrał odpowiedni zastępczy motyw.
- Właściwie jak o tym wspomniałeś... To powinien już wrócić nie? – Właściciel psa zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. – Może lepiej jak pójdziemy w tamtą strone.
- Obawiam się, że ztąd do jej domu prowadzą więcej niż 4 ulice. – Stwierdził czarnooki.
- A ty to skąd to wiesz? – dociekał Kiba.
- Może i sie przeprowadziła ale – Sasuke ustawił na przeciw siebie dwa kubki w dość sporej odległości a po środku położył pilot do telewizora, który wcześniej spoczywał spokojnie na rogu stołu. – Tu mieszkam ja, - wskazał pierwszy kubek – Tu mieszkała Hinata zanim się przeprowadziła – wskazał drugi z kubków – A tutaj mieszka teraz. – jego palec dotknął pilota. – W młodości gdy do niej chodziliśmy to do połowy drogi można było iść czterema ulicami a od punktu w którym stoi jej dom, prowadzi ich już z osiem.
- To wybierzmy najprostrzą. – Zaproponował Naruto.
- Ciołku, te cztery drogi są najprostrze. Jakbym miał wyliczyć wszystkie to było by ich dużo więcej!
- No to nie wiem co robimy... – W tym momęcie za szklanymi drzwiami prowadzącymi na ogród pojawiła się sylwetka psa.

Akamaru merdał radośnie ogonem gnając ile sił w łapach do domu Sasuke. Gdy znalazł się na jego posesji, obkrążył dom i znalazł się pod drzwiami ogrodowymi. Szczeknął pare razy radośnie, aż drzwi zostału mu otworzone. Wszedł do pomieszczenia i podszedł do kanapy, mijając Shikamaru. Usadowił się między nogami Sasuke i Kiby. Brunet pogłaskał psa i uśmiechnął się radośnie.
- Zupełnie jak za starych czasów co?
- Taak. Szczególnie liściki przesyłane przez Akamaru. – Uśmiechnął się szatyn wycągając karteczke zza obroży psa. Zaczął głośno czytać:
„ Hej, Kiba, Chłopcy? Nie wiem czy jeszcze jesteście razem no ale w każdym bądź razie wybaczcie za przetrzymanie Akamaru tak długo. Dostał ode mnie wodę i kość. Droga była bardzo spokojna. A właśnie, do obroży Akamaru przypięty jest też mały kluczyk. Gdybyście mogli przekazać go Shikamaru. Kluczyk jest do jednej z szafek w garażu. Shika powinien wiedzieć o co chodzi.”
Kiba odpiął kluczyk od obroży podając go przyjacielowi.
„A jeśli nie, to już tłumacze. W szafce trzymane są wszystkie najważniejsze plany zarówno samochodów jak i strategi. Ponad to mamy dokładne plany miasta i tuneli pod miejskich. Nie mam pojęcia po co one były Asumie-sensei ale są. Miłego wieczoru. Mam ogromną nadzieje przyjdziecie jutro mi kibicować?
Pozdrawiam Hinata.”
- I to by było na tyle jeśli chodzi o list.
- Asuma był bardzo sprytny, powiedział mi ostatnio, że ma dla mnie coś ważnego, i że dostanie się to w moje ręce sposobem na jaki nie wpadne. Widać miał racje. – Shika obrócił kluczyk pare razy w rękach i schował go do kieszeni. Chłopcy zaczeli znów rozmawiać spokojnie, jednak po chwili wybuchła awantura, kolejna w tym dniu. Ani Sasuke ani Shikamaru nie chcieli dać za wygraną.

Nastał wczesny ranek. Dziewczyna obudziła się w swoim pokoju. Leżała na łóżku, wpatrując się w sufit. Nie wierzyła, że spotkała swoich tak długo nie widzianych przyjaciół, pluła sobie w brode że nie poznała Shikamaru, gdy go zobaczyła. No cóż... Zawsze miał krótkie włosy. I był leniwy. Hinata spojrzała na zegarek. Za piętnaście minut miał zadzwonić budzik. Wstała i leniwie się przeciągneła. Ubrała szlafrok, wchodząc do kuchni. Wstawiła wodę na kawe. Gdy woda się gotowała wróciła do pokoju i wybrała strój na dzisiejszy trening. Jinsy i czarną bluzkę z napisem My Brother Best Friend. Wróciła do kuchni gdzie zalała sobie kubek z kawą i weszła do łazienki obok kuchni. Umyła twarz i zęby, następnie ubrała się a swoje długie włosy spieła w wysoki kucyk. Usłyszała budzik na piętrze, więc poszła go wyłączyć. Po raz kolejny weszła do kuchni. Usiadła przy stoliku w rogu pomieszczenia z kubkiem kawy i laptopem. Sprawdziła poczte popijając kawe. Po chwili usłyszała jakieś auto wjeżdżające na jej żwirowy podjazd. Dopiła kawe i ubrała buty. Wzieła telefon, torebkę i kurtkę. Wychodząc zamkneła drzwi na klucz. Wsiadła do auta, które wcześniej podjechało.
- Witaj Nii-san. – Hinata uśmiechneła się do kierowcy.
- Ty już gotowa Hinatko? Jak tam? – Neji pochylił się by pocałować dziewczyne w policzek.
- A nic... Zmienił mi sie trener i mechanik.
- Mam nadzieje, że to nic złego. – Chłopak spojżał zmartwiony na dziewczyne, z ulicy obok wyjechało czarne BMW, które ruszyło za nimi.
- Nie... Kurenai-sensei jest w ciąży. A pamiętasz Nara Shikamaru z mojej klasy?
- Pamiętam. Kumplujemy sie a co?
- Zdrajca... On został moim trenerem... – Hinata spojżała przed siebie z naburmuszoną miną a następnie spojżała w lusterko, w którym ujżała kawałek BMW. – Możesz troche przyśpieszyć? – Neji zrobił tak jak powiedziała mu kuzynka. W tedy, przez ułamek sekundy dziewczyna ujżała twarz jadącego za nimi kierowcy, który przyśpieszył by trzymać się blisko nich. Hinata uśmiechneła się do siebie. Dojechali do toru. Dziewczyna otworzyła bramę wjazdową, pilotem który miała w kieszeni kurtki. Brame zamkneła dopiero po tym gdy na teren garaży wjechały dwa auta. Ona i jej kuzyn wysiedli z pierwszego. Oboje podeszli to czarneg wozu. Hinata staneła przy oknie kierowcy, w którym została opuszczona szyba.
- Hej Hinata. Shikamaru jeszcze nie ma? – Czarne oczy uśmiechały się do dziewczyny mimo, że twarz pozostawała bez wyrazu.
- Nie, i tak jestem wcześniej niż zwykle. Stało się coś? – Hinata uśmiechneła się do rozmówcy.
- Dobra... Musze pogadać z Nejim. – Chłopak wysiadł z auta.
- Sasuke? Co Ty tu robisz? – Neji spojrzał na kumpla.
- Jest mała sprawa... Moge Cie prosić na bok? – Chłopcy odeszli na bok. Hinata przeparkowała wóz Sasuke w niewidoczne miejsce w ostatnim momencie. Po chwili wjechał Shikamaru. Zaparkował tuż obok auta Neji’ego.
- Witaj Hinata-chan.
- Shikamaru-senpai. – skineła głową.
- Neji jest?
- Hai, ale jest zajęty. Zaczniemy trening? – Hinata ruszyła do garażu. Shika wyjął kluczyk, który wczoraj dostał. Podszedł do szafki i wyjął wszelkie plany. Po chwili wszedł Neji i podszedł do niego, zaczeli zażarcie dyskutować. Hinata w tym czasie czyśliła swą czarną Yamahe, która stała w garażu pod jednym z wielkich refrektorów. Podszedł do niej Sasuke, którego Shika wciąż nie zauważył, wziął do ręki wilgotną ścierkę i wycierał osłone silnika. Dziewczyna w tym czasie sprawdzała stan techniczny pojazdu.
- Powiedz... Sasuke... Shikamaru zgodzi się bym z wami jeździła?
- A chciałabyś? – Sasuke uśmiechną się delikatnie.
- Lubie dreszczyk emocji. Zmieniłam się od naszego ostatniego spotkania. Może i jestem nieśmiała i tak dalej... Ale.. Na torze czy ulicy wstępuje we mnie demon. – Uśmiechneła się delikatnie oblekając rumieńcem.
- I dobrze. Coś się wykombinuje. Obiecuje. – Uśmiechnął się i wstał. Wsiadł do jednego z dwóch stojących w garażu BMW.
- Shikamaru! Ja wjeżdżam już na tor! – Wsiadła do czerwonej bemki.
- Dobra, dobra – Shika machnął na nią ręką znad planów.

Silnik cicho pracował, gdy dziewczyna ustawiła się na lini startu. Chłopak obok włączył stoper w telefonie. Uzgodnili że nie będzie jechała na maxa. Ale pokaże mu pare sztuczek na zakrętach, szczególnie tych nagłych. Chłopak szepną „start” a auto wyrwało do przodu. Widać było że dziewczyna ma dobry refleks. Pare spokojniejszych zakrętów po czym pierwszy ostry. Weszła w niego normalnie. Po krótkiej prostej był ostry zakręt w przeciwną strone niż poprzedni. Hinata szarpneła hamulec ręczny, drugą ręką skręciła kierownice. Hamelec przetrzymała dosłownie sekunde. Tyłem szarpło i już jechała po prostej. Na szerokiej i długiej prostej było pare przeszkód do ćwiczeć wymijania. Dziewczyna przyśpieszyła. Licznik dochodził do stu osiemdziesięciu kilometrów na godzine. Sprawnie wykonała slalom po czym skręciła. Sasuke napoczątku wpatrzony był w droge ale przy drugim zakręcie przeniósł wzrok na Hinate i od tamtej pory nie spojżał na nic innego. Badał jej reakcje. Zauważył, że była spokojna, skupiona ale i dobrze się tym bawiła. Wjechali na ostatnią prostą. Na mecie Hinata zrobiła piruet samochodem. Sasuke wyłączył stoper.
- Czas znakomity!
- Dziękuje. Przyglądałeś się mnie. – Spojżała na niego. Ruszyła autem by wjechać do garażu.
- Bystra jesteś. Zastanawiałem się co myślisz podczas jazdy. – Spojżał na nią. Miał nadzieje dowiedzeć się czegoś o tej nowej Hinacie.
- Któż to wie? – Wzruszyła ramionami – Napewno nie o tym, że musze wygrać. – Uśmiechneła się. Po chwili wjeżdżali do garażu. Hinata zaparkowała na środku. Sasuke wysiadł, dziewczyna zaraz za nim. Shikamaru i Neji wkońcu oderwali się od planów. Chłopak spojżał na dziewczyne, ujżał obok niej swego przyjaciela.
- Shika... Chciałem przeprosić. To Twoja podopieczna, nie moge nią rozporządzać. Będę się powoli zbierał. – Uśmiechnął się i podał Hinacie dłoń. Po chwili to samo uczynił w stosuku do Neji’ego i Shikamaru. Temu pierwszemu posłał porozumiewawcze spojżenie.
- Panowie, pani – Tu schylił głowę Hiacie. – Do zobaczenia. – Opuścił garaż łapiąc kluczyki swoejgo wozu, które podała mu Hinata. Dziewczyna pokazała trenerowi i bratu nagranie tej jazdy po czym usuneła ją z dysków. Nie raz robiło się tak by ujżeć swoje błędy. Następnie usiedli i zaczeli omawiać taktyke, po czym przeszli do spraw prywatnych. Po paru godzinach Hinata wsiadła do samochodu kuzyna. Wyjeżdżając z bramy skręcili w prawo. Ferrari Shikamaru skręciło w lewo. Brama zamkneła się za nimi.

- Dziękuje Neji. – Dziewczyna uśmiechneła się zamykając drzwi. Neji odjechał spod domu kuzynki. Hinata weszła do domu. Zdjeła buty i kurtke. Weszła do góry. Zostawiła torebkę na łóżku w sypialni i weszła do połączonej z nią łazienki. Odkręciła wode by wanna się nią wypełniła. Wlała odrobine lawendowego płynu do kąpieli i zeszła na dół. Nalała sobie kieliszek czerwonego wina i ruszyła z nim do holu. Z kurtki wyjeła karteczke. Ruszyła do łazienki na piętrze. Z torebki na jej łóżku z ciemnego drewna wzieła komórke. Weszła do łazienki. Kieliszek postawiła na stoliczku przy wannie, obok zostawiła też telefon i karteczkę. Zdjeła ubrania, zakręciła wodę i weszła do wanny. Zanurzyła się w cieplutkiej wodzie i upiła łyk wina. Na klawiaturze telefonu wystukała numer z karteczki. Po chwili usłyszała sygnał połączenia.
- Z tej strony Hinata. – Chwile w słuchiwała się w odpowiedź rozmówcy. – Jasne, że chce! Gdzie i o której? – Chwila ciszy. – Dobra... Będę na pewno. – Uśmiechneła się i rozłączyła. Zanurzyła się całkiem. Po trzydziestu minutach leżenia w wodzie weszłą do kabiny prysznicowej tuż obok wanny. Umyła się dokładnie. Po kwadransie suszyła włosy. Ubrała białą bluzke i dresowe spodnie. Zeszła na dół i przyrządziła sobie obiad. Ryż z warzywami i kurczakiem słodko-kwaśnym. Po zjedzonym obiedzie, rzuciła okiem na zegarek i ruszyła na góre. Po jakiejś chwili do drzwi zadzwonił dzwonek. Pod drzwiami znalazła paczyszke. Wzieła ją i pognała spowrotem na góre. Przy paczuszce była napisana odręcznie kartka: „Powodzienia”

Kiba podjechał sporym Vanem na miejsce startu wyścigu. Pierwszy wyścig zawsze wydawał się robiony na dziko. Miejsce dawno wstrzymanej budowy było wymarzone na start i pierwszą część wyśligu. Tuż obok była rzeka i most zwodzony. W Vanie przy nadajnikach siedział Kiba, po chwili dołączył do niego blondyn, szatyn i brunet.
- Czyżby Suigetsu dzisiaj startował? – Spytał Shikamaru.
- Ktoś mnie wołał? – Przy Vanie pojawił się białowołosy popijający jak zwykle wode. Miał na sobą charakterystyczną czarną kurtke z zielonym znakiem „Konohy” na plecach. Jak każdy w Vanie. Na przeciw ustawiona była grupa z Akatsuki z kurtkami z czerwoną chmurką w białej otoczce na plecach. Było jeszcze pare innych mniej lub bardziej znanych im mafi. Tuż obok ustawiła się ze sprzętem sprzyjająca im Mafia powiązana z nimi sojuszem.
- Jeśli ani Ty ani Ty nie startujecie... To kto? – Naruto podobnie jak Shikamaru ic nie wiedział. Suigetsu spojżał na Sasuke pytającymi oczami. Ten jedynie wzruszył ramionami i mrugnął do drugiego ściganta. Kiba uśmiechnął się pod nosem i aktywował sprzęt. Czerwona kropka zbliżała się do miejsca spotkania. Do samochodu wpadła wściekła czerwonowłosa dziewczyna.
- Kto zwas zabrał system naprowadzający przeznaczony dla trzeciego ze ścigantów naszej grupy?
- To ja. Spokojnie Karin, wiem co robie. – Sasuke uśmiechnął się sarkastycznie. Dziewczyna zwana Karin od razu się uspokoiła.
- Ah Sasuke-kun... – Zrobiła maślane oczy.
- Czy Ty nie powinnaś teraz zajmować się naszymi pojazdami? Chyba nie chcesz by zły stan techniczny doprowadził do wypadku?
- Ależ nie Sasuke... No chyba że tego idioty... – Spojżała na Suigetsu, po czym wyszła. Shikamaru chodził wściekły w te i spowrotem. Z megafonów popłynął głos: „ Prosimy wszystkich ścigatów o stawienie się na lini startowej. O trasie poinformowani zostaniecie przez osoby, które odpowiedzialne są za nawigacje. Wszystkie chwyty dozwolone. Wyścig zacznie się za pięć minut” Shikamaru i Naruto byli zdenerwowani. Sasuke i Kiba uśmiechali się do siebie natomiast Suigetsu stał wyluzowany. Wiedział, że cokolwiek wykombinował jego partner wypali. Gdy wszystcy byli już ustawieni i tylko miejsce „Konohy” było puste, na tor wjechał czrany motor marki Suzuki. Kierowca nosił czarnął skurzaną kurtke z emblematem „Konohy” na plecach. Na środku toru stanął mężczyzna. Uniusł on broń do góry.
- Przygotować się! – Słychac było prace wszystkich sliników. – START! – Wystrzelił z broni, wszyscy wyrwali na przód, najszybciej zrobił to nowy ścigant.
- Kto to jest? – Shikamaru spojżał na przyjaciół.
- Przyjżyj się. To kierowca próbny. Jeśli nie ten to żaden inny. – Odparł Sasuke. Kiba przekazywał mu informacje na temat trasy. Tak rozpoczął się jeden z najważniejszych momentów życia naszych bochaterów.